Geoblog.pl    minirtw    Podróże    mini RTW    Dzień pełen wrażeń
Zwiń mapę
2009
09
mar

Dzień pełen wrażeń

 
Tajlandia
Tajlandia, Chiang Mai
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 14986 km
 
Dzisiejsze śniadanie na pewno znajdzie się w pierwszej dziesiątce najciekawszych posiłków wyjazdu, gdyż poranną owsiankę zjedliśmy z naszą zdziwaczałą gospodynią, jej 48-letnią nowozelandzko-australijsko-brytyjską przyjaciółką i … buddyjskim mnichem, który przyszedł do naszej gospodyni pochodzić sobie po internecie. Jak widać transcendentalne podróże już nie wystarczają :)
Buddyjski mnich jest z pochodzenia Australijczykiem, który 20 lat temu postanowił przejść na buddyzm, przyjechał do Tajlandii i zaczął medytować. Robił to niemal bez przerwy przez kilkanaście lat aż uznał, że jest wystarczająco świadomy, cokolwiek to znaczy. Przez ten czas żywił się tylko raz dziennie i to tylko wtedy kiedy uznał to za konieczne, a posiłki te do najlepszych nie należały, gdyż Tajowie widzac białego mnicha dawali mu tylko najgorsze resztki.
Tak nietypowo rozpoczęty dzień kontynuowaliśmy w równie niezwykły sposób. Wybraliśmy się na godzinną przejażdżkę na słoniu. Słonie były trzy, a nas ośmioro, więc zostaliśmy podzieleni w ten sposób, że panie jechały na ławeczce przymocowanej na słonim grzbiecie, panowie natomiast bezpośrednio na jego karku. Ach, dlaczego mężczyźni zawsze mają lepiej?
Nasz słoń był dużym i bardo głodnym samcem. Banany, które dla niego kupiliśmy wcinał bardzo szybko, podnosząc co chwilę trąbę do góry i żądając więcej. Gdy postanowiliśmy zrobić chwilę przerwy i nie dostał kolejnego banana, wściekł się lekko, zboczył z trasy na ostrą stromiznę (z nami oczywiście na karku) i postanowił zerwać sobie na obiad… całą palmę bananowca! Obwinął wokół niej trąbę, przymierzył się (a my tam na górze musieliśmy się kurczowo trzymać by nie zlecieć) i wyrwał ją z korzeniami, a następnie pomaszerował trasą dalej, ciągnąc za sobą sporą kłodę i powolnie ją konsumując.
Po słoniach przyszedł czas na jak to eufemistycznie zostało nazwane „cable- car”, czyli metalową klatkę zawieszoną na linach, kilkanaście metrów nad rzeką. Ponieważ stara leniwa grawitacja nie wystarcza, pan wypuszczając nas zamachnął się solidnie i przelecieliśmy nad rzeką. Ot, wariacja na temat mostu. Po drugiej stronie czekał nas godzinny, bardzo ciekawy szlak wzdłuż rzeki. Ani za bardzo po góre ani za bardzo w dół, a droga zajmująca- po prostu idealnie, szczególnie, że na jego końcu znajdował się fajny wodospad z małym bajorkiem do popluskania. Tam również zaserwowano nam bardzo nietypowy lunch. Dostaliśmy malutkie zielone i ciepłe zawiniątko: był to zasmażany makaron z kurczakiem i jakiem podany w liściu bananowca. A na deser papaja :)
Kolejnym punktem programu był rafting. W rzeczywistości rzeka była tak spokojna, że bardziej przypominałoby to wycieczkę emerytów stateczkiem po Wiśle, gdyby nie nasz sternik, który o raftingu miał takie samo pojęcie jak Daniel o Ordynacji Podatkowej. Wie co to jest, ale nie bardzo wie co z tym zrobić. Dlatego też notorycznie lądowaliśmy lub w najlepszym wypadku obijaliśmy się o skały. Jedyny sposób jaki sternik znał na wyciąganie nas z tych opresji polegał na tym, że wszyscy siadaliśmy po jednej stronie pontonu i skakaliśmy. Ani razu nie zadziałało, tak więc co chwilę ktoś musiał wysiadać i wyciągać zaklinowaną łódkę.
Ostatni odcinek rzeki przepłynęliśmy natomiast na bambusowych tratwach, żartując, że bylibyśmy pierwszymi w historii turystami, którym udało się taką tratwę zatopić, gdyż ta co chwilę niebezpiecznie chowała się pod wodę, a zamiast dwóch przydzielono nam tylko jedno wiosło. Wiadomo, kryzys.
Na sam koniec odwiedziliśmy wioskę jednego z górskich plemion Akha zamieszkujących te tereny. Wioska klimatyczna- same bambusowe chaty, w których podobno mieszka po dziesięć osób, kobiety w jednej, a mężczyźni w drugiej izbie. Na schadzki natomiast umawiają się w kilku na całą wioskę specjalnie po temu przygotowanych maleńkich chatkach- jak to nasz przewodnik barwnie określił „honeymoon house”.
Tak przyjemny dzień postanowiliśmy zakończyć mocnym akcentem: wynajęliśmy skuter! Sęk w tym, że jazda na automatycznym skuterku zdaje się być całkiem prostą sprawą, pomyślcie jednak, że tutaj każdy jeździ na motorze, w każdej chwili są ich na drogach setki, tysiące i nie trzymają się one żadnych reguł. No i do tego nasze umiejętności w tym względzie są zerowe… Drogę do domu pokonaliśmy jak armia amerykańska Japonię: metodą żabich skoków :)
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
wiza do Tajlandii
Wybierasz się tam? Będzie ci potrzebna wiza do Tajlandii. W Geoblogu możesz ją zamówić z dostawą do domu! Zobacz cenę wizy do Tajlandii, oferujemy najniższe stawki pośrednictwa w uzyskaniu wiz.
Zdjęcia (16)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (5)
DODAJ KOMENTARZ
karolinka5
karolinka5 - 2009-03-09 20:55
kochani biorąc pod uwage ze pomelo ostatnimi czasy stało sie moim przysmakiem czarna lista dlaczego was nie lubie robi sie coraz większa:)oczywiście na pierwszym miejscu niezmiennie jest tygrysek:)
 
minirtw
minirtw - 2009-03-10 04:36
W takim razie nie powiemy Ci, że codziennie rano kupujemy cale obrane pomelo(sam miąższ) za 2 zł :-P
 
asiaileszek
asiaileszek - 2009-03-10 21:05
Dopiero dziś, ale muszę dorzucić kilka słów…Piszecie o sympatycznym tajskim mnichu, Ci z Tybetu mieli mniej szczęścia, a jeden się dziś ( rocznica) podpalił pod ambasadą Chin…
Dzień rzeczywiście pełen ciekawostek, tak jak tytuł wpisu! Zachodzi jednak pytanie, dlaczego wsadzili Was na tak wygłodniałe słonie? Może traktują to jako dodatkową atrakcję turystyczną…? Dobrze, że sympatyczne zdjęcia neutralizują grozę niektórych słońskich zachowań...
Rafting też wyglądał tak, aby za wszelka cenę dostarczyć turystom niezapomnianych emocji, bez względu na nurt rzeki, który był tu raczej sprawą drugorzędną. A to brakująco wiosło zaginęło wraz z całą załogą tratwy 3 dni wcześniej, hmm, podobno…:-)
Opis plemienia Akha zwrócił moja uwagę, szczegónie te 9x9…postanowiłem to sprawdzić, i co? Otóż podobno te kilka górskich plemion (10) po utracie dochodów z produkcji opium (niedaleko Złoty Trójkąt) zajęły się zarabianiem na turystach.Ciekawe czy napotkaliście niewinne dzieciaczki i kobiety sprzedające różne badziewie…a w tych bambusowych chatach podobno stoją wysokiej klasy sprzęty hi-fi itp. Ot, komercyjne przedsięwzięcie, ale znacie Tajów, na wszystkim można zrobić biznes, byle byli turyści:-)
A na koniec skuter, bardzo fajny wybór…a jak zapraszałem Daniela aby spróbowal jazdy na dwukołowcu z silnikiem, to nie miał ochoty…a teraz by się przydało trochę praktyki…? Tyle, że jak nie ma reguł, to i umiejętności na nic…ważne, że dotarliście do celu.
Jak to się stało, Martynko, że wspomniałaś o Danielu i o ordynacji podatkowej, w świetle ostaniego przypadku z podpisem i US, to wręcz prorocze zdanie…tyle, że na pewno poradzimy sobie lepiej niż Wasz sternik na tratwie:-)
Do następnego i szerokiej…:-)

 
ASIA I MACIEJ
ASIA I MACIEJ - 2009-03-13 14:06
Czesc !!!! z tej strony Asia i Maciej Skórzewo :-) jestesmy stalymi czytelnikami waszej cudownej zyciowej przygody i z Wami codzennie przezywamy "Dzien pelen wrazen" ;-) Wasze przygody sa niesamowite , u nas w domu normalnie zrobilo sie uzaleznienie od Waszej strony :-) Wchodzac na wasza stronke dziennie pare razy jak ktorys z nas zobaczy ze "jest nastepny dzien opisany przez Was" to tylko jest krzyk i klotnia kto pierwszy czyta :-) Ja czy Maciej :-) Daniel widzimy ze normalnie z Ciebie profesjonalista z tymi zdjeciamy sa przepiekne , chyba wiemy juz do kogo sie zglosic jak nam sie powiekszy kiedys rodzina ;-) i zrobi nam super zdjecia :-) Zyczymy Wam dalej pieknych udanych dni pelnych wrazen , trzymamy kciuki i caly czas czekamy na nastepne dni Pozdrawiamy z ponurej , burej Polski , nie widzacej nadal oczekujacej wiosny .
 
minirtw
minirtw - 2009-03-14 03:43
Cześć Asiu i Macieju! Jak miło nam słyszeć, że jesteście naszymi stałymi czytelnikami- nie myśleliśmy, że wieści aż tak daleko się roznoszą :) Dziękujemy bardzo za pochwały (szczególnie Daniel, który jest na nie wyjątkowo łasy jeśli chodzi o jego zdjęcia :D ) i serdecznie pozdrawiamy z baaardzo upalnej Azji.
 
 
minirtw
Daniel Drążkiewicz i Martyna Kołodziejska
zwiedził 8% świata (16 państw)
Zasoby: 107 wpisów107 267 komentarzy267 1375 zdjęć1375 1 plik multimedialny1
 
Moje podróże
31.01.2009 - 09.08.2009